Smaki Lizbony

Portret użytkownika annaszczepanek
Pasteis de nata i inne słodycze
Pasteis de nata i inne słodycze

Co kraj to kulinarny obyczaj. W Lizbonie ludzie nie potrafią nadziwić się, jak to możliwe, że Polacy znają tyle przepisów na zwykłe ziemniaki. Bo przecież ziemniaki albo się gotuje, albo robi z nich frytki. I tyle. Wiedzą za to, w jaki sposób przyrządzić jedną rybę tak, żeby w każdym dniu roku podczas przygotowywania jej korzystać z innego przepisu. Mając na względzie różnice, warto wiedzieć, co zjeść w Portugalii.


Słodycze i kawa

Będąc w Lizbonie, nie do ominięcia jest przede wszystkim pastelaria (cukiernia). Nie ma możliwości uniknięcia bliskiego spotkania z przepysznymi i niesamowicie słodkimi przysmakami, nawet gdyby się chciało. Dlaczego? Bo pastelarie znajdują się na każdym kroku, przy każdej ulicy, wszędzie! Jeśli ktoś zatem nie ma silnej woli, a przyjeżdża do tego miasta na dłużej, musi bardzo uważać – inaczej może się okazać, że wróci z dodatkowymi kilogramami. Słodkości lizbońskie przyrządzane są na bazie cukru, śmietany, kremów, jajek... bywają więc naprawdę słodkie i naprawdę tłuste. Najbardziej popularnym ciasteczkiem, symbolem Lizbony, są tzw. pastéis de nata (czyli ciastka ze śmietaną), zwane też pastéis de Belém. Innym ciekawym wytworem są pastéis de feijão, czyli ciastka fasolowe. Warto spróbować, żeby przekonać się, że fasoli w nich nie czuć, a one same często (zależy od producenta) smakują podobnie do naszych rodzimych kokosanek.

W pastelariach poza słodyczami serwuje się też (czy raczej, z perspektywy Portugalczyków – przede wszystkim) kawę. Najpopularniejsza jest uma bica, czyli dobre, mocne expresso. Takiej kawy jak tam szukać w Polsce bez powodzenia. Co więcej, jest tania. W centrum miasta expresso kupić można z powodzeniem za 0,60 euro. W Lizbonie nie ma zwyczaju siadania przy kawie. Do pastelarii się wchodzi, zamawia expresso, wypija i wychodzi. Kiedy zapytałam, dlaczego tak jest, dowiedziałam się, że "Portugalczycy wpadają na kawę przed pracą, w jej przerwach i jeszcze po, dlatego czterokrotne siedzenie przy niej nie miałoby sensu".


Dania ciepłe

W Lizbonie, poza pastelariami, na każdym kroku natknąć można się na restaurację, w której serwowane są przeróżne zupy. Są i niedrogie, i smaczne (ok. 1 euro). Popularne są zupy-kremy, na przykład caldo verde, przyrządzona z ziemniaków, kapusty, w której pływają kawałki kiełbasy chouriço, typowej dla całego Półwyspu Iberyjskiego. Smaczna jest zupa szpinakowa (sopa de espinafres), a jeśli ktoś miałby ochotę na rosół, szukać powinien go pod nazwą canja.

Portugalczycy, znacznie częściej niż Polacy, jedzą ryż. Szczególnie popularną odmianą jest ryż z owocami morza. Te drugie zresztą, razem z rybami, to podstawowy składnik tamtejszej diety. Mimo że wiele krajów naszego kontynentu ma dostęp do mórz i rzek, właśnie w Portugalii odnotowuje się największe spożycie ryb. Najpopularniejszy jest suszony dorsz, czyli bacalhau i sardynki. Jedną z chętnie przygotowywanych potraw z dorsza jest bacalhau zasmażony z frytkami, cebulą i jajkiem.


Przekąski i napoje

Spośród słonych przekąsek prym wiodą w Portugalii nie orzeszki, nie chipsy, ale tremoços – żółte owoce łubinu, sprzedawane w słonej zalewie. Je się je jak bób, zdejmując skórkę z wierzchu, jednak smakują zupełnie inaczej. W Polsce są trudno dostępne, dlatego warto skosztować ich na miejscu.

Będąc w Lizbonie, nie sposób nie skosztować również wina. W Portugalii są one i tanie, i dobre. Być może te po 1 euro nie zawsze powalają smakiem, jednak jeśli kupi się butelkę białego albo czerwonego wina półsłodkiego za 1,5 euro, będzie ono smaczne i doskonale nada się do kolacji. W kontekście Portugalii często mówi się o porto, tymczasem warto zwrócić uwagę na inny trunek, szczególnie ceniony właśnie w Lizbonie. Ginjinha to słodki likier wiśniowy. Tradycyjnego i najlepszego skosztować można, kupując kubek w niewielkim firmowym sklepiku przy ulicy Santo Antão (od Rossio trzeba przejść prawą stroną przy teatrze w górę; sklepik znajduje się po lewej stronie). Jeśli natomiast miałoby się ochotę wypić ginjinhę serwowaną w czekoladowych kubkach, które potem się zjada, wybrać można się albo do położonego na północ od Lizbony średniowiecznego miasteczka Óbidos, albo iść po prostu wzdłuż ulicy wiodącej w stronę stacji Cais do Sodré – tam znajduje się restauracja, gdzie sprzedawana jest gingjinha, wprawdzie nie w czekoladowych kubkach, ale zmieszana z czekoladą.


Tekst i foto: Anna Szczepanek
 

Dodatkowe media